|
Strona 1 z 2
Rodzice, bliźniąt są oczywiście podwójnie szczęśliwi. Jednak konsekwencje urodzenia dwojaczków bywają niebywale zabawne. Traktuje się je jako "komplet". Szukanie pieprzyków, mniejszej ilości włosów, większego ucha, czy blizny często jest jedynym sposobem, by nie pomylić imion swoich pociech, a i tak to sposób często zawodny. Bliźnięta nic nie robią razem, przynajmniej gdy są małe. Jedno śpi, drugie chce jeść. Jedno chce jeść, drugie chce chodzić. Jedno chce chodzić, drugie chce spać. Ciągła szarpanina, 24 godziny na dobę krzyki, ręce mdleją od ciężaru. Ale są też dobre strony bycia identycznym. Jakie? Poniżej prezentujemy cztery pary bliźniąt z terenu naszego powiatu, które o tym opowiadają.
Anna Karasińska i Izabela Kobylańska
To bliźniaczki dwujajowe. Ania jest starsza od siostry o dziesięć minut. Ich mama nie miała pewności, czy urodzi bliźnięta, bo lekarz z powodu wady serca Ani wyczuwał tylko jedno tętno. Niepewna podwójnego szczęścia mama dziewczynek nie przygotowała więc identycznych ubranek. Ania poza tym była tak maleńka, że pasowały na nią jedynie ubrania lalki. Do szóstego roku życia, choć nadal różniły się posturą, ubierane były identycznie. - Najczęściej na czerwono, dlatego do dziś nie lubimy tego koloru - przyznają zgodnie. Potem jednak same zdecydowały, że nie chcą być identyczne i zaprotestowały przeciwko takim samym ciuchom. - Miałyśmy silną potrzebę indywidualności, każda z nas miała swoich znajomych, chciała być na swój sposób inna. I tak było. Choć, jak obie przyznają, nie potrafią bez siebie żyć. Gdy Ania miała operację na serce, Iza źle się czuła, miała dziwne ukłucia w żołądek. A gdy Iza spadła niefortunnie z roweru, a Ania była w tym czasie za granicą, czuła dziwny niepokój, nie potrafiła sobie znaleźć miejsca. Mają więc niezwykle silną więź psychiczną. Mieszkają razem w wielopokoleniowym domu. Ania wychowuje dzieci Izabeli, gdy ona jest w pracy. Dziewczyny mają wspólne pasje. Obie są humanistkami uzdolnionymi plastycznie i muzycznie, grają na gitarach, pięknie śpiewają. Słuchają tej samej muzyki, lubię te same książki, mają taki sam styl ubierania. - Gdybym kazała Ani kupić dla mnie sukienkę, buty i płaszcz to z całą pewnością wybrałaby te, która i ja bym kupiła - mówi Izbela. - Bywało że w różnym czasie, nie wiedząc o tym zupełnie, byłyśmy na zakupach. Okazało się, że wchodziłyśmy do tych samych sklepów i oglądałyśmy te same bluzki, zachwycałyśmy się tymi samymi i nawet przymierzałyśmy w identycznej kolejności - dodaje Ania. - Choć nie jesteśmy identyczne, niektórzy ludzie nas mylą, ale tylko ci, którzy nas słabo znają. Dziewczyny jednak nigdy nie wykorzystywały swego podobieństwa, bo wydawało im się, że się znacznie różnią i że je przejrzą. - Raz rozważałam, czy nie pojechać za granicę na Ani paszport, bo mój się skończył, ale jesteśmy wychowana w dużym poczuciu prawdy, zatem skończyło się na pomyśle - wyznaje Izabela.
Filip i Kacper Rozborscy
Właśnie skończyli dwa lata. - Są etapy, kiedy troszeczkę się zmieniają i można ich odróżnić, a są chwile, że nawet ja się mylę - mówi mama chłopców Aleksandra Rozborska. - Były momenty, np. gdy ścieliśmy im włosy, że byli nie do odróżnienia. Czasem się zastanawiałam, który jest który. Ostatnio znakiem rozpoznawczym Filipa stał się pieprzyk pod nosem. Jest też nieco drobniejszy od Kacpra, który jest starszy o minutę. Urodził się drugi, więc miał mniejszą wagę.
Choć chłopcy wyglądają niemal identycznie, pod wzgledem charakteru bardzo się różnią. - Kacper jest od samego początku nazywany przez dziadka "profesorek". Zanim coś zrobi, przemyśli to, jest rozważny - mówi mama bliźniaków. - A Filip to raptus, leci przed siebie i nie zastanawia się, co się dzieje. Ale obaj sa bardzo żywiołowymi dziećmi. To kombinatorzy. Nie usiedzą ani chwili w jednym miejscu. Wystarczy jednego czegoś nauczyć, a drugi od niego „papuguje". Jeden drugiego napędza w nauce. Jak jeden widzi, że drugi próbuje jeść łyżeczką, to też to robi. Jakikolwiek zakup zabawek łączy się z tym, że muszą być jednakowe, bo zaraz jest kłótnia.
Nieco inaczej jest z ubraniami. - Uważam, że można wyrządzić dzieciom krzywdę, jeśli ubiera się je i traktuje tam samo - mówi Aleksandra Rozborska. Przyznaje jednak, że choć Filip i Kacper są różni, to wiele ich łączy. - Chłopcy mówią własnym językiem między sobą i „po naszemu". Często jest tak, że bliźnięta wypracowują swoją własną mowę i trzeba z nimi chodzić do logopedy, by nauczyły się mówić. Potrafią się dogadać bez słów. Nieraz zauważam, że czasem popatrzą sobie w oczy i już idą coś wspólnie robić. Tak jakby się dogadywali w myślach - opowiada. - Są plusy i minusy wychowywania bliźniąt. Gorzej jest je upilnować, bo bardzo często jeden idzie w prawo, a drugi w lewo. Jest między nimi duża rywalizacja. Strasznie się biją, ale to chyba jak każde rodzeństwo. Nie muszę jednak z nimi siedzieć jak mamy z „pojedynczymi" dziećmi, bo oni się świetnie bawią ze sobą.
(JF)
<< start < bliżej 1 2 dalej > koniec >>
|