Korespondencja z Brukseli Drukuj Email
Napisał(a): JF   
07.04.2008.
Lidia Geringer de Oedenberg
Europosłanka

O czym rozmawiają Polacy w Brukseli w ramach „narodowego forum"? Co bardziej łączy europejskich polityków: pochodzenie czy poglądy? Dlaczego media cytują eurosceptyków i jak wygląda życie w podróży? O tym wszystkim opowiada nam eurodeputowana Lidia Geringer de Oedenberg. Choć „TD" zajmuje się głównie tematyką lokalną, nie stroni od poważniejszych tematów. Także tych, które mieszkańców powiatu dotyczą jako Europejczyków. Starają się trzymać rękę na pulsie „u źródeł", także w Brukseli. Tam właśnie można spotkać na sesjach polskich eurodeputowanych, wśród nich Lidię Geringer de Oedenberg, wrocławiankę, której biuro znajduje się m.in. w Dzierżoniowie.


Podczas wyjazdu dziennikarzy do Brukseli organizowanego w dniach 26-28 lutego przez Komisję Europejską i Centrum Europejskie Natolin z europosłanką rozmawia Julia Filus.

Choć na weekendy stara się Pani wracać do domu, dni powszednie spędza Pani poza granicami kraju. Czy takie życie w rozjazdach i z terminarzem w ręku Pani odpowiada? W którym z tych miejsc czuje się Pani najlepiej?

Stałe podróże są nierozerwalnie związane z moją pracą. Ponieważ Parlament Europejski ma siedziby w dwóch państwach, pracujemy na zmianę w Brukseli (trzy tygodnie w miesiącu) i w Strasburgu (jeden tydzień w miesiącu). Dla ścisłości dodam, że oficjalnie jest jeszcze siedziba w Luksemburgu, ale tam znajduje się tylko sekretariat generalny, nie ma zaplanowanych obrad. Ciągłe podróże są oczywiście męczące, ale staram się myśleć o nich w kategoriach „dojazdów do pracy", zamiast do tramwaju wsiadam do samolotu. Mimo, że praca jest w Parlamencie jest bardzo ciekawa, najlepiej czuję się, wracając do domu.

Jak się Pani współpracuje z innymi eurodeputowanymi, zarówno z naszymi polskimi, jak i z innych krajów? Czy reprezentanci Polski w jakiś sposób wyróżniają się (na plus lub minus) na tle innych posłów do PE?

Praca parlamentarzysty to z reguły praca zbiorowa. Żadna inicjatywa bez odpowiedniego poparcia nie ma szans na zaakceptowanie. W głosowaniach liczy się większość i aby ją uzyskać potrzeba wielu sojuszników. W Parlamencie Europejskim jest 785 posłów, największą siłę przebicia mają zatem inicjatywy wychodzące od posłów z dużych grup politycznych, które gwarantują im wsparcie. W mojej grupie, drugiej co do wielkości w Parlamencie jest 217 posłów, doliczając do tego wsparcie jakie z reguły mamy ze strony zwyczajowych koalicjantów przy najważniejszych dla rozwoju Unii głosowaniach - daje to większość potrzebną dla wszystkich proeuropejskich działań. Zupełnie inna jest pozycja posła pochodzącego z nielicznych frakcji politycznych, zwykle grupujących osoby o skrajnych poglądach, ich inicjatywy z reguły nie zyskują poparcia i upadają (dotyczy to prawie połowy polskich posłów). Przy codziennej współpracy mniej uwagi zwraca się na narodowość, więcej na poglądy polityczne i na nastawienie do integracji europejskiej. Jej zwolennicy stanowią większość i łatwo budują sojusze. W gronie polskich posłów spotykamy się raz w miesiącu w ramach posiedzeń tzw. nieformalnego Klubu Polskiego, gdzie wymieniamy się informacjami na temat nowych inicjatyw, opracowywanych dokumentów itp. Z tego co wiem, jest to w Parlamencie jedyne tego typu „narodowe forum".

UE to biurokracja, którą najbardziej widać chyba właśnie w Brukseli czy w Strasburgu, dokąd na sesje jadą całe tiry wypełnione unijnymi papierami. Czy to nie zniechęca w jakiś sposób do unijnych norm, przepisów i procedur? Czy spełniły one Pani oczekiwania czy też nieco rozczarowały?

To prawda, że wszystko w Unii Europejskiej jest skomplikowane. Jest wiele czynników, które się na to składają: Unia obejmuje 27 państw, które ogromnie się od siebie różnią, są kraje wielkie i małe, bogate i biedne, doświadczone w integracji i dopiero się jej uczące. Ponieważ żadna ważna decyzja nie zapadnie, jeśli wszystkie się nie zgodzą, wymaga to wielu spotkań, negocjacji, kompromisów, dokumentów, które z kolei powinny być przetłumaczone na 23 oficjalne języki! Unia dysponuje wspólnym budżetem, na który składają się publiczne pieniądze (ponad 120 mld euro na ten rok), wydawanie takich sum musi się odbywać zgodnie z odpowiednimi procedurami, które mają także zabezpieczyć te środki przed korupcją. Kilkanaście instytucji, ponad dwadzieścia agencji, tysiące urzędników pracuje dla dobra pół miliarda obywateli. Obserwując pracę Unii z bliska zauważam również, że im więcej uproszczeń stosuje się na poziomie Brukseli, tym bardziej kraje członkowskie same sobie komplikują wewnętrzne procedury. Unia ma ponad 50-lat i mimo, iż ciągle się słyszy narzekania na biurokrację, to wszystkie jej kraje żyją w pokoju, rozwijają się i ciągle nie brakuje nowych chętnych do skorzystania z jej pomocy czy wspólnego rynku.


 

Wypowiedzi na forum

Odp:Wielki Konkurs Śl...
kasia 02-05-08 11:04
Odp:Wielki Konkurs Śl...
Ania 01-05-08 11:21
Odp:Wielki Konkurs Śl...
mało ważne 26-04-08 14:09
Odp:Wielki Konkurs Śl...
kacper55 25-04-08 18:17
Odp:Wielki Konkurs Śl...
Ewa 23-04-08 13:05
Odp:Wielki Konkurs Śl...
Patrycja 22-04-08 21:42