|
Eurodeputowana Lidia Geringer de Oedenberg o Traktacie Europejskim
|
|
|
|
Napisał(a): JF
|
|
07.04.2008. |
|
Przez ostatnie lata wiele mówiło się o kryzysie instytucjonalnym Unii. Reguły zaadaptowane dla „starej" 15-stki, przestały się sprawdzać w gronie poszerzonym do 27 państw. Traktat Lizboński był zatem koniecznością. Na razie widnieją pod nim podpisy reprezentantów wszystkich krajów członkowskich, ale jego zapisy wejdą w życie dopiero po ratyfikacji przez każde z państw. Mam nadzieję, że nie napotka na takie trudności jak poprzedni traktat konstytucyjny, który odrzuciły Francja i Holandia.
Traktat Lizboński nie istnieje w formie jednolitego tekstu (jak poprzednio Konstytucja dla Europy), jest zbiorem poprawek do istniejących już traktatów i moim zdaniem w tej formie nie jest zrozumiały dla zwykłego obywatela, nie wyobrażam sobie zatem aby mógł być przedmiotem referendum. Upór poprzedniego polskiego rządu przy mechanizmie blokowania (tzw. Joanina) w efekcie ułatwił tę procedurę przede wszystkim największym krajom, teraz sami możemy być szybko i skutecznie zablokowani. Nie zrozumiałam też polskiego strachu przed Kartą Praw Podstawowych, tym bardziej, że budzący największe opory zapis o niedyskryminacji istnieje już w polskiej konstytucji, a kwestie np. małżeństw homoseksualnych reguluje dalej prawo krajowe. Zyskaliśmy opinię trudnego partnera, co wcale nas nie wzmocniło, tylko osamotniło. Na własne życzenie w europejskiej rodzinie sami wysłaliśmy się do kąta.
|