|
300 złotych brutto podwyżki domagają się pracownicy Przędzalni Pieszyce, której właścicielem są Toruńskie Zakłady Materiałów Opatrunkowych SA. Pracownicy mają już dość zarabiania najniższych pensji za swoją ciężką pracę. Jeśli do 19 kwietnia prezes nie podpisze z nimi układu zbiorowego i nie spełni ich żądań, to 21 kwietnia zapowiadają strajk. Zakład zatrudnia obecnie 87 osób. Przędzalnia produkuje głównie cienką przędzę. Praca do niedawna odbywała się w systemie czterobrygadowym, obecnie ludzie pracują na trzy zmiany. Na tzw. niepisanym akordzie nie są w stanie zarobić nawet najniższej ustawowo pensji. Zakład musi do tego minimum parę złotych dopłacać.
- Nasze zarobki od dziesięciu lat prawie się nie zmieniły. Do końca ubiegłego roku zarabialiśmy po 660 zł na rękę, od stycznia, po podwyżce minimalnej pensji, jest to 750 zł. Ale za takie pieniądze nie można godnie żyć. Od tego trzeba odjąć 100 zł na dojazdy. Zostaje więc 650 zł. Żyjemy na kredytach, pożyczkach, kupujemy na „zeszyt" w małych, drogich sklepikach, gdzie nie ma wielkiego wyboru, ale w supermarketach „na krechę" nam nikt nie sprzeda - mówi jedna z pracownic. A wszystko drożeje: żywność, opłaty. Prezes zakładu Zygmunt Niżyński bez zgody zarządu firmy, który jest w Toruniu, nie chce komentować sprawy. My wiemy jednak od pracowników, że wciąż przekonuje, że zakładu nie stać na podwyżki. - Ponoć sytuacja jest zła, Toruń już nam pożyczył 1,5 mln zł, mówi się o redukcji pracowników i o zamknięciu firmy - informuje Grzegorz Delmaczyński, pracownik przędzalni, przewodniczący Koła Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność Jedynka Wrocławska". - Takie zwodzenie ludzi nie wróży nic dobrego. Wiemy, że prezes nie jest samodzielny, ma za sobą zarząd firmy i nawet jeśli chciałby pomóc tym ludziom, to sam tego nie zrobi. Jednak taka gra na zwłokę jest niepoważna, a ludzie są już zmęczeni tą sytuacją - komentuje Joanna Kłos, członkini komisji tej organizacji związkowej, wcześniej szefowa związków w Bielteksie.
Jak kamienie w bucie
O tym, że jest ciężko na rynku włókienniczym, wszyscy doskonale wiedzą. Cały czas obserwowaliśmy, jak upadały ikony włókiennictwa w naszym powiecie: Silesiana, Bieltex, Bielbaw. Pieszycka Przędzalnia i Tkalnia są ostatnie na tej liście. Ale trudno wygrać z dumpingowymi cenami wyrobów z Chin. Entuzjazm pracowników czy nawet prezesa nie wystarczy.
Pracownicy mówią z rozżaleniem, że cały czas słyszą o tym, że sytuacja w zakładzie jest trudna, że nie ma pieniędzy na podwyżki. - Ale skoro zarządu firmy nie interesują nasze problemy, to dlaczego nas - pracowników mają interesować ich kłopoty. My chcemy godnie zarabiać, aby godnie żyć - mówi Grzegorz Delmaczyński. - Tu traktuje się pracownika jak kamień w bucie. Tak dłużej być nie może.
Albo podwyżka, albo strajk
7 i 8 kwietnia 55 pracowników wzięło urlopy na żądanie na znak protestu. Teraz szykują się do strajku. Do niedawna nikt pewnie nie podjąłby tak odważnej decyzji. Jednak od dwóch lat w Przędzalni Pieszyce konkretnie działają związki zawodowe - Koło Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność Jedynka Wrocławska". Początkowo było tylko kilku członków, obecnie jest ich blisko 50. - O podwyżkach mówiliśmy już prezesowi w sierpniu ubiegłego roku. Wciąż jednak nie ma porozumienia. Od 16 lutego trwa spór zbiorowy z pracodawcą - informuje Zbigniew Rudnik, przewodniczący Międzyzakładowej Organizacji Związkowej NSZZ „Solidarność Jedynka Wrocławska".
- Uważam, że nasze żądania podwyżek o 300 zł brutto są piekielnie skromne, tymczasem mówi się nam, że chcemy rozwalić zakład. Ale ja się nie zgadzam na to, żeby zdychać za 600 zł. Nie wyobrażam sobie, że to pracownicy mają dokładać do firmy, bo jest ciężka sytuacja - mówi. Związki w lutym wystąpiły z pismem do prezesa, aby do 16 lutego podpisał porozumienie i wprowadził podwyżki z wyrównaniem od stycznia. Ponieważ do tego nie doszło, od 16 lutego trwa pór zbiorowy. Już na 28 marca zaplanowano strajk, jednak 17 odbyły się rozmowy związków zawodowych z prezesem. - Nie usłyszeliśmy jednak żadnych konkretów. 26 marca mieliśmy kolejne spotkanie, na którym dowiedzieliśmy się, że rozpoczęły się przygotowania do podpisania układu zbiorowego. Projekt mamy otrzymać do 11 kwietnia, a podpisać 19. Jeśli tak się nie stanie, 21 kwietnia rozpoczniemy strajk - zapowiada Zbigniew Rudnik.
Jest wielce prawdopodobne, że ludzie odejdą od maszyn, bo 11 kwietnia minął, a przedstawiciele związków nie otrzymali projektu układu zbiorowego. - W piątek o godz. 19.00 prezes zrobił zebranie z pracownikami ze zmiany i powiedział, żeby zapomnieli o podwyżkach, bo zakład będzie funkcjonował tylko do końca roku. Pierwsze osoby od 1 kwietnia już są na wypowiedzeniach, do zwolnienia jest kolejnych 30 osób - mówi Grzegorz Delmaczyński. - To zadziwiające, że zakład, który do końca roku szedł pełną parą, nagle nie ma zamówień i ma przestać istnieć. Co więcej - stać go na odprawy dla pracowników, a nie stać na podwyżki. Nikt tu już nie ma motywacji do pracy. Mam wrażenie, że postawa prezesa to zagrywka psychologiczna - sprawdzanie, kto pierwszy się złamie. Ale te kobiety są zdeterminowane, będą strajkować. One po 30 latach ciężkiej pracy, przez wiele lat na cztery zmiany, mają zarabiać takie grosze? To niewyobrażalne. Tymczasem to nas się obwinia, że rozwalamy zakład - dodaje rozżalony.
|
TAKA PRAWDA OK. TO NIE TYLKO PRZĘDZALNIA TAK CIANKO PRZĘDZIE ALE "TKALNIA PIESZYCE" JEST W TAKIEJ SAMEJ SYTUACJI. TYLKO TAM NIE MA ZWIĄZKÓW I ZGRANIA, A LUDZIE ZARABIAJĄ TAKIE SAME MARNE GROSZE. JEDNAKOWO ZDESPEROWANA! = Dodane przez: Gość INFO w dniu - 2008-04-19 14:54:35
| lenin w pieszycach kapitaliscie, dajcie ludziom zyc, dajcie im chleba i na niedzielna tace dla ksiedza. w.i lenin -towarzysz robotnikow. ps. mozna ich wyganac i zabrac fabryki lub powiesci. albo i jedno i drugie. = Dodane przez: Gość INFO w dniu - 2008-04-25 17:58:38
|
|