|
Uroczyste powitanie, wspólna msza św., piknik na szkolnym boisku, pamiątkowe zdjęcia i wspaniały bal to - tylko niektóre atrakcje przygotowane przez organizatorów V zjazdu absolwentów bielawskiego ogólniaka. Uroczystość rozpoczęła się 25 kwietnia w Bielawie i z racji tego, że zgromadziła ponad 300 osób rozsianych po całym świecie, zaliczyć ją można do największych w historii szkoły.
Najbardziej wzruszające i przepełnione wielkimi emocjami były spotkania po wielu latach koleżanek i kolegów ze szkolnych ławek. Nie obyło się bez łez i wspomnień. Rozmowy w gronach najlepszych szkolnych przyjaciół trwały do białego rana. - Przyjechałam specjalnie na ten zjazd z Kanady. To moja pierwsza wizyta w Bielawie i mojej szkole od 30 lat. Jestem ogromnie wzruszona i szczęśliwa, że mogłam zobaczyć się ze swoimi przyjaciółkami z klasy, nauczycielami, znajomymi - wyznała Ewa Tomczak-Kudyba, która uczęszczała do liceum w latach 1972 - 1976. - Z ogromnym sentymentem wspominałyśmy naszą wychowawczynię Marię Mleczko, profesora Kukułkę i w ogóle lata szkolne, które były pełne radości, ambicji i wspaniałych planów na przyszłość - dodaje. - Śmiałyśmy się do łez na wspomnienie historii, gdy w modnych butach, oczywiście na wysokim obcasie, poszłam na polecenie profesora Kukułki po wiatrówki. Gdy schodziłam po schodach przewróciłam się, poobijałam i powyginałam lufy, a później strasznie się dziwiłam, że nie można z nich trafić do tarczy - opowiada inna absolwentka Danuta Pietras - Matuszczyk. W nawiązaniu kontaktu ze szkolnymi koleżankami pomógł jeden z portali internetowych. - To właśnie dzięki niemu odnalazłyśmy się i jesteśmy ze sobą w stałym kontakcie - dodała trzecia z przyjaciółek Bożena Kałużna - Skóra.
Najpiękniejsze lata to właśnie liceum
Wspominkowy wieczór jednej z klas uświetniła swoim śpiewem Eleni, która również przyjęła zaproszenie na zjazd. - Bawiłyśmy się szampańsko, ale jeszcze lepiej planujemy bawić się na balu - wesoło opowiada krótko przed nim Marianna Betka Bator. - Jeżeli chodzi o nauczycieli, to wspomnienia o nich są nietuzinkowe. Zapomina się po tylu latach o tych złych, a pielęgnuje się te najlepsze. Chociaż małym wyjątkiem są, że się tak wyrażę, trudne wspomnienia profesora Najmana, który należał do bardzo wymagających i dosyć kontrowersyjnych pedagogów - dodaje.
Kaktus dla profesora
Nietypowy powód uczestnictwa w uroczystości miała Iwona Działowska-Wadas, która po 33 latach przyjechała aż z Torzymia koło Frankfurtu nad Odrą, by podziękować profesorowi Szczotce, za to, co w życiu osiągnęła. Kiedyś, przed laty powiedział jej, że prędzej mu kaktus na ręce wyrośnie, niż ona dostanie się na germanistykę. - Tak mnie te słowa zabolały i zdopingowały jednocześnie, że właśnie na złość nie tylko zdałam, ale ukończyłam wymarzony kierunek, a teraz uczę niemieckiego. Doskonale wiem, komu to zawdzięczam. Stąd ten kaktus, którego nie omieszkałam mu wręczyć - powiedziała.Następny zjazd już za 10 lat. Na pewno dostarczy uczestniczącym w nim absolwentom równie silnych i tkliwych wzruszeń.
|