|
W sobotę 19 czerwca na cmentarzu przy kościele pw. św. Antoniego odbyła się ceremonia pogrzebowa zmarłego tragicznie na lotnisku w Vancouver Roberta Dziekańskiego. Zginął 14 października zeszłego roku po tym, jak policjanci użyli wobec niego paralizatora. W sobotnie popołudnie kościół pełen był ludzi pragnących oddać ostatni hołd Robertowi. Żegnała go rodzina, przyjaciele, bliscy, a także zwykli mieszkańcy Pieszyc. Na ekranie ustawionym koło ołtarza wyświetlona została prezentacja ze zdjęciami z albumu rodzinnego. Wtedy pojawiło się najwięcej łez.
Agnieszka Krupak, dziennikarka i przyjaciółka Zofii Dziekańskiej, matki Roberta wygłosiła mowę pożegnalną. Przypomniała historię tragicznie zmarłego czterdziestolatka. - Robert umierał w nieludzkim cierpieniu otoczony obcymi ludźmi. Do samego końca nie rozumiał, dlaczego ci, których wzywał na pomoc, strzelili do niego z paralizatora - mówiła.
- Każda nieoczekiwana i każda przedwczesna śmierć przynosi ze sobą mnóstwo pytań i wątpliwości: dlaczego umiera człowiek, który mógłby jeszcze żyć? - padło na początku kazania. Potem przypomniano, jaki był Robert. Pasjonował się geografią. Kupował atlasy i książki jej poświęcone. Mieszkał w Gliwicach, ale często powracał w rodzinne strony do Pieszyc. Po wyjeździe swojej matki Zofii do Kanady w 1999 roku, wspólnie planowali jego przeprowadzkę. Zginął od paralizatora na lotnisku. Nie znał ani słowa po angielsku. Czekał tam 10 godzin, ale nikt nie rozpatrzył sprawy jego przylotu. Nie spał od ponad dwóch dób, co prawdopodobnie miało wpływ na to, że paralizator okazał się dla niego śmiertelny. Jak przekonywała na zorganizowanej po pogrzebie konferencji prasowej Zofia Dziekańska, szef policji kanadyjskiej osobiście przepraszał ją i dowodził, że są to urządzenia bezpieczne. - Ćwiczy się tam między innymi strzelając do przebadanego przez lekarza zdrowego policjanta - mówiła. - Natychmiast po trafieniu jest on znów badany. Ale nikt nie bierze pod uwagę tego, że mój syn nie spał wtedy 52 godziny.
Ponieważ nie stać ją było na adwokata, założyła fundację, której celem była zbiórka środków na jego opłacenie oraz przeprowadzenie prywatnej autopsji. Teraz stara się o wycofanie z użycia paralizatorów. Jak sama przyznaje, w tej walce pewnie nie ma szans, ale nie chce się poddać.
Podczas pogrzebu nie sposób było nie zauważyć dużej liczby dziennikarzy. Informację o ceremonii podawały wszystkie media ogólnopolskie, ale zjawili się także reporterzy kanadyjskiej Globar TV News.
|