|
Ponoć nadmiar słońca niszczy skórę, wpływa na rozwój nowotworów i w ogóle jest niekorzystny. Czy w takim razie powinniśmy, jak nasze babcie, osłaniać się parasolkami od słońca? Na to pytanie odpowiada właścicielka salonu Kosmetycznego Thalgo w Dzierżoniowie Anna Skrzyszewska.
Opalać się, wbrew powszechnej opinii, jednak powinniśmy. Nie możemy żyć bez słońca. Z praktyki wiem, że skóra wygląda znacznie lepiej odsłonięta, wystawiona na świeże powietrze.
Jest na niej mniej widocznych zmian związanych z egzemami, mniej wyprysków. Natomiast typowe prażenie się na słońcu nie jest wskazane. Ważne jest używanie filtrów przeciwsłonecznych. Wszystko jednak z umiarem. Z ostatnich doniesień naukowych dowiedziałam się, że w kremach z filtrem, głównie na UVB jest składnik, który nazywa się oxybenzone. Jest on rakotwórczy. Nie powinno się więc takiego filtru nadużywać. W UE jest nakaz, aby kremy posiadające ten składnik z przodu opakowania, pod nazwą, informowały o tym.
Ogólnie lepiej używać emulsji niż kremów, gdyż te drugie są cięższe i zatykają pory. Po powrocie z plaży trzeba się wykąpać, aby usunąć z siebie środki, którymi się smarowaliśmy.
Skóra w upalne dni wysusza się. Należy więc uzupełniać płyny. Zaleca się wypicie 2 l wody. W naszym klimacie jest to realne tylko w upalne dni. Poza tym okresem nie ma takiej potrzeby. Klientkom polecam przyjmowanie przez cały rok środków typu hydrokontrol, capivit lub biogal. One regulują gospodarkę wodną w organizmie.
Kiedy przy opalaniu dojdzie do pieczenia skóry, można skorzystać ze środków, które produkują firmy kosmetyczne, tzw. ratunków czy opatrunków. Dostępne są m.in. z firm Garnier czy Eris. Zawierają m.in. aloes, panthenol. Te preparaty chłodzą i skóra po nich nie schodzi.
Jeśli w czasie dnia jest gorąco, warto nosić ze sobą wodę w sprayu. Często te wody mają w swoim składzie także mikroelementy. Nie można zapominać także o zadbaniu o usta, które na słońcu wysychają. Są specjalne pomadki z filtrami, ale wystarczy zwykła wazelina w sztyfcie. Chodzi jedynie o ich nawilżenie.
|