|
Strona 1 z 2
Dramat w czterech ścianach w Dzierżoniowie. 27-latek pociął nożem i skopał własną matkę. - Błagałam go na kolanach, żeby przestał - mówi maltretowana kobieta. 27-letni Grzegorz M. mieszkał ze swoją matką na os. Różanym w Dzierżoniowie. W tym z pozoru normalnym domu po raz pierwszy do aktów przemocy doszło już siedem lat temu. W środę 3 marca agresja mężczyzny osiągnęła apogeum. - Wrociłam z pracy wieczorem, syna nie było, ale drzwi do mieszkania zastałam otwarte. Zaczęłam szykować ciasto wnuczkowi, bo następnego dnia kończył dwa latka. Syn przyszedł do domu około 22.00. Zwróciłam mu uwagę, że nie zamknął drzwi wejściowych do mieszkania. Wtedy wpadł w szał.
Zażądał od matki złotych kolczyków, które miała na uszach. A gdy ta odmówiła, rzucił się na nią - kopał do upadłego po całym ciele, potem chwycił nóż i ciął nim po policzkach, szyi, piersiach i brzuchu. Skatowanej matce zerwał z uszu kolczyki i zabrał telefony, by nie dzwoniła po pomoc.
"Widzisz, co narobiłaś?!!"
- Bałam się wołać o pomoc do sąsiadów, bo to tylko wzmogłoby jego agresję. Trzy godziny leżałam przykryta ręcznikami z krwawiącą raną. Prosiłam o wodę, ale nie reagował. Krzyczał tylko: "widzisz, co narobiłaś?!!". Napisałam kartkę z prośbą o pomoc i rzuciłam ją przez okno. Myślałam, że pomoże mi przypadkowy przechodzień.
Około 1.00 w nocy, gdy zorientowała się, że syn zasnął, na czworakach, z krwawiącą raną wyszła w mieszkania. Z pobliskiej budki telefonicznej zadzwoniła na pogotowie. Na miejscu zjawiła się też policja, funkcjonariusze wyprowadzili z mieszkania Grzegorza M. W szpitalu lekarze zaszyli kobiecie rany cięte i przeprowadzili operację jelit.
- Grzegorzowi M. przedstawiono zarzut znęcania się nad matką ze szczególnym okrucieństwem, nie wiadomo, czy nie zostanie zmieniony za usiłowanie zabójstwa. Dodatkowo doszło do kradzieży pieniędzy i biżuterii. W trakcie pobytu w celi aresztowany mężczyzna próbował uszkodzić kamerę. Gdy policjant wszedł go przeszukać, ten zaczął go bić. Dostał więc kolejny zarzut - napaści na policjanta - informuje prokurator Emil Wojtyra z dzierżoniowskiej Prokuratury Rejonowej.
Głową o balustradę
Mężczyzna decyzją sądu pozostanie w areszcie przez najbliższe trzy miesiące. Grozi mu 10 lat pozbawienia wolności. Prokuratura chce skierować Grzegorza M. na badania psychiatryczne, które stwierdzą, że był poczytalny w momencie popełnienia przestępstwa. Sprawca twierdzi, że niczego nie pamięta.
Małgorzata M. nie potrafi wyjaśnić, co było przyczyną agresji jej syna.
- Znęcał się nade mną od dawna. Kierowałam zawiadomienia o przestępstwie, ale potem wycofywałam, bo obiecywał, że się zmieni, przestanie mnie dręczyć. Tamtej środy był jakiś dziwny, chyba pod wpływem narkotyków.
Problem z narkotykami u syna zaczął się, według matki, podczas studiów. Grzegorz M. studiował historię i miał popaść w złe towarzystwo w akademiku. Studia przerwał, wrócił do domu. Nie pracował, nie uczył się. Całymi dniami oglądał telewizję. Izolował się, nie miał znajomych. Wychodził wieczorami. Kilka razy podejmował leczenie w ośrodku monarowskim, ale nigdy nie skończył terapii, zawsze uciekał. W czterech ścianach znęcał się nad matką w różny sposób. Kompletnie bezkarny, wyzywał ją, poniżał, wynosił z domu pieniądze i biżuterię. Potrafił uderzyć głową mamy o balustradę balkonu, czy połamać na matce kij od miotły. Dzień przed zdarzeniem zażądał 500 euro. Zakomunikował, że zaciągnie się do Legii Cudzoziemskiej i więcej go nie zobaczy.
<< start < bliżej 1 2 dalej > koniec >>
|