|
Strona 1 z 2
Dwa dni alarmu przeciwpowodziowego, dużo strachu, zniszczone plony, zalane domostwa, podtopione drogi, 14 ewakuowanych osób - tak wygląda bilans powodzi, jaka nawiedziła nasz powiat. Powiatowy Zespół Reagowania Kryzysowego 8 i 9 sierpnia miał pełne ręce roboty. Rozwożono piasek i worki. 9 sierpnia wieczorem stan rzeki Piławy w Mościsku wynosił 316 cm. Tam też mieszkańcy ponieśli największe straty. W domach niektórych z nich woda sięgała parapetów okien. Nieprzejezdna była też część dróg na trasie Łagiewniki-Oleszna, Ligota Wielka - Przystronie, Niemcza - Podlesie i Uliczno - Słupice. Utrudnienia spowodowane podtopieniami były także w Piławie Dolnej, Mościsku, w dolnej części Dzierżoniowa i w Piławie Górnej, lokalnie również w Piskorzowie, Pieszycach i Rościszowie.
fot. 1 - Największe straty woda poczyniła w Mościsku, gdzie Piława zmieniła swój bieg. - W domu woda sięga do kolan. Najgłębiej jest przy wale, po pas, a miejscami nawet po pachy - mówi Patrycja Kuś. Bez kaloszy lub woderów nie da się poruszać po wsi.
fot. 2 - Strażak Wojciech Korzeniowski z niepokojem sprawdzał co jakiś czas poziom wody. - Znów przybyło 1,5 cm. Kolega skończył tydzień temu tynkować dom i już mu go zalało - mówi, wracając do rozdawania worków na piasek.
fot. 3 - Strażacy starali się dotrzeć do zalanych rodzin, ewakuować te najbardziej zagrożone. Dostarczali worki z piaskiem tym, którzy musieli ratować dobytek przed żywiołem. Pomagali im w tym rolnicy prywatnymi fadromami i ciągnikami z kółka rolniczego.
fot. 4 - Na ul. Szkolnej w Mościsku woda przeciekała przez wały, zalewając stojące przy rzece domostwa. - Tyle wody nigdy u nas jeszcze nie było. Nie ma szans, by cokolwiek uratować. Jak wały nie wytrzymają, to nie da się zapanować nad żywiołem - mówią okoliczni mieszkańcy. Większość z nich nie ma ubezpieczonych domów. Worki z piaskiem stanowiły ich jedyną ochronę przed naporem wody.
fot. 5 i 6 - Podtopienia wystąpiły też w samym Dzierżoniowie. Ulica Brzegowa była nieprzejezdna. Mieszkańcy budynku nr 141 zostali zaopatrzeni w worki z paskiem. - Jesteśmy przyzwyczajeni. Jednego roku woda wchodziła jednym oknem, a drugim wychodziła - mówią mieszkający tu Zbigniew Bukowski i Aneta Mazur. Nie martwią sie także dzieci. Jeżdżą po wodzie rowerami, rozbryzgując ją wokół.
<< start < bliżej 1 2 dalej > koniec >>
|