|
Strona 1 z 2
Nie ma ciała, nie ma zbrodni - mawiał Mariusz S. Mylił się. Po czterech latach od zaginięcia Edyty Korohody został oskarżony o morderstwo. Przyznał się, że wraz z kolegą udusił kobietę, która nosiła jego dziecko. Po roku śledztwa Prokuratura Okręgowa w Świdnicy skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko bielawianinowi 37-letnimu Mariuszowi S. i dzierżoniowianinowi 32-letniemu Adamowi K. Mężczyźni oskarżeni są o zabójstwo poprzez uduszenie zaginionej mieszkanki Piławy Górnej - Edyty Korohody. Grozi im dożywocie.
Bezwględny morderca
Edyta Korohoda zaginęła w nocy z 2 na 3 czerwca 2002 r., gdy poszła na spotkanie ze swoim chłopakiem, z którym była w ciąży - Mariuszem S. O planach spotkania napisała, jak o wielu innych faktach z ich znajomości w swoim pamiętniku. Nie żyła już w kilkadziesiąt minut po opuszczeniu domu. Z opisu wydarzeń wyłania się ponury obraz bezwzględnego mordercy, człowieka bez uczuć, który bez skrupułów zabił własne dziecko i jego matkę, dodatku nomen omen dzień po Dniu Dziecka.
Poznali się w lipcu 2001 r. na dyskotece. Po kilku miesiącach znajomości Edyta zaszła w ciążę. To stało się komplikacją dla Mariusza S., bo ukrywał ten związek przed swoją konkubiną Magdą S., z którą miał dziecko. Co zaszło feralnej nocy? Według relacji Mariusza S. najpierw udusił Edytę w swoim samochodzie, a potem ciało zakopał w lesie w pobliżu Kiełczyna, ubranie ofiary paląc przy wiadukcie przy drodze na Ząbkowice. Kiedy policja nie znalazła zwłok we wskazanym miejscu zmienił zeznania - w morderstwie pomagać miał mu kolega - 32-letni Adam K., za co zainkasował na początku 3 tys. złotych, a w sumie 10 tys. zł. Pierwotnie chcieli ją zastrzelić z pistoletu z tłumikiem, ale nie mogli zdobyć broni. Ślady w samochodzie Mariusz S. kazał zatrzeć innemu koledze - 24-letniemu Marcinowi U. Teraz Marcin U. odpowie przed sądem za usuwanie śladów przestępstwa i nie powiadomienie organów ścigania. W innej wersji wydarzeń Mariusz S. wskazał pomieszczenia gospodarcze w Sokolnikach, gdzie miał zniszczyć zwłoki „przemielając" je w rolniczym śrutowniku i karmić nimi psy. Ciała dziewczyny dotychczas nie znaleziono. Zwłok szukano nie tylko w Kiełczynie - także w starych sztolniach w Kamionkach, w garażu na ul. Brzegowej w Dzierżoniowie, penetrowano też zabudowania i studnię w Sokolnikach.
Skończysz jak ona
Mariusz S. przyznał się do winy. Obciążają go zeznania innych osób - między innymi Marcina U. i ówczesnej konkubiny Magdy S. - Teraz żadne podsłuchy nie działają i jeśli zabierzesz dziecko i wywieziesz je za granicę to skończysz tak samo jak Edyta - miał powiedzieć do niej Mariusz podczas jednej z wielu kłótni, których tłem było zaginięcie Edyty. Był sierpień 2002 r. W prokuraturze Magda S. złożyła fałszywe zeznania przedstawiając inny obraz znajomości Mariusza z Edytą, do czego tak jak inne osoby nakłonił ją konkubent. „Powiedział też, że skoro wydał pieniądze na rozdrabniarkę do gałęzi to może jej użyć jeszcze raz wobec mnie" - zeznawała potem Magda S. już w postępowaniu prowadzonym przez świdnicką prokuraturę w 2005 r. Mariusz S. prenumerował i namiętnie czytał miesięcznik „Detektyw". „Nie ma ciała, nie ma zbrodni" - powiedział podczas innej kłótni do Magdy S. Od razu skojarzyła to z jednym z artykułów w „Detektywie" z końca 2001 r. opowiadającym o zamordowanej żonie. Rodzina o zabójstwo podejrzewała jej męża. Słowa, że jeśli nie ma ciała, nie ma zbrodni, wypowiedział w rozmowie z rodziną prokurator prowadzący sprawę. Magda S. podejrzewała, że artykuł mógł być makabrycznym instruktażem dla Mariusza.
Czuł się już bezpieczny
27 grudnia 2002 r. Prokuratura Rejonowa w Dzierżoniowie umarza śledztwo. W postępowaniu Prokuratury Okręgowej w Świdnicy wyszło przy okazji na jaw, że ówczesna stażystka dzierżoniowskiej prokuratury Katarzyna M. przekazywała w 2002 r. podejrzanym istotne dla śledztwa informacje (w trybie bez rozprawy otrzymała za to teraz karę 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata i zakaz zajmowania stanowisk urzędniczych w administracji państwowej i samorządowej na okres 2 lat). Po umorzeniu sprawy Mariusz S. czuł się bezpieczny. Zawarł związek małżeński z Magdą S. i zmienił nazwisko z Cz. na S. przyjmując nazwisko żony. Wyjechał do Francji. Jednak rodzina Edyty nie mogąc znaleźć spokoju nie daje za wygraną. Jej brat, Mariusz Korohoda rozpaczliwie szuka siostry - zawiadamia ogólnopolskie media, zgłasza się do programu „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie", w końcu o sprawie pisze do Prokuratury Krajowej i Komendy Głównej Policji. Gdyby nie ten ostatni fakt, zaginięcie Edyty niewątpliwie pozostałoby zagadką do dziś, a sprawcy uniknęliby odpowiedzialności. W 2004 r. dziewczyny zaczyna szukać dolnośląska policja kryminalna, przeczesując między innymi lasy w pobliżu Owiesna. Już wtedy policjanci przyjmują jako najbardziej prawdopodobną wersję, że Edyta została zamordowana. Sprawę przejmuje Prokuratura Okręgowa w Świdnicy.
<< start < bliżej 1 2 dalej > koniec >>
|